Z Krosna na Reunion. Dominik ultramaratończyk spełnił swoje marzenie

fot. Bogna Mańkowska fot. Bogna Mańkowska

Dominik Jagieła z Krosna od dawna marzył by wziąć udział w "Diagonale des Fous" ultramaratonie na wyspie Reunion na Oceanie Indyjskim. Marzenie się spełniło a Dominik i jego kompan Wojtek Pawul przebiegli 166 km bez przerwy w niesamowicie trudnych warunkach.

Dominik Jagieła pochodzi z Krosna, z zawodu jest leśnikiem w Nadleśnictwie Dukla, natomiast z pasji i zamiłowania członkiem Bieszczadzkiej Grupy GOPR. Niedawno ukończył morderczy dystans "Diagonale des Fous" na wyspie Reunion, który zaliczany jest do trójki najtrudniejszych i najbardziej prestiżowych biegów na świecie. Wojtek Pawul, który przebiegł z Dominikiem cały dystans również jest ratownikiem górskim. 

Dla całej wyspy Reunion "Diagonale des Fous" to największe wydarzenie w roku, wręcz kultowe. Jako bieg zaliczany do cyklu Ultra Trail World Tour przyciąga najlepszych zawodników z całego Świata. Dodatkowo w tym roku odbyła się jego 25 edycja, co podniosło prestiż wydarzenia. 

- Kilka lat temu usłyszałem o wyspie Reunion oraz o biegu Grand Raid Reunion. Postanowiłem, że kiedyś tam pojadę i spróbuje zmierzyć się z Diagonale des Fous. W tym roku, 19 października stanąłem na starcie - mówi Dominik Jagieła.

Od dłuższego czasu śledziliśmy jego przygotowania, treningi i determinację. Nawet kiedy niedługo przed wylotem na wyspę nabawił się kontuzji, nie przestał walczyć. Zdobył się na ogromny wysiłek, wystartował i osiągnął metę!

- To były najtrudniejsze zawody w moim życiu, pokonałem trasę w 43.56 h co dało 513 miejsce na 2650 zawodników. Niezwykle wymagający teren, luźne głazy, wulkaniczna nawierzchnia, wielkie kamienie na długich odcinkach, monotonne, strome podejścia, w pełnym słońcu. Ogromna różnorodność krajobrazu, od suchych spalonych słońcem, po strome 2000 m ściany. Walka od pierwszego kilometra. Ale krajobrazy tak piękne, że ani przez chwilę nie chciałem odpuścić. Wraz z Wojtkiem Pawulem ukończyliśmy zawody ex-aequo na 513 miejscu - zaraz po zakończeniu biegu relacjonował nam Dominik.

Bieg rozpoczął się punktualnie o 22 na południu wyspy w mieście St. Pierre. Zmagania biegaczy można było śledzić online. Wielu znajomych i przyjaciół kibicowało i śledziło poczynania Dominika i Wojtka na mapie. 

- Po starcie tempo zawrotne, a przecież rozpoczęliśmy bieg na 166 km przy 9550 m podbiegów. Początkowo szeroką arterią nad Oceanem Indyjskim, gdzie atmosfera sięgała zenitu przez setki, tysiące kibiców, zespołów muzycznych, tancerzy - niezapomniane przeżycie. Z poziomu 0 m n.p.m. zaczęliśmy podbieg, który miał trwać przez najbliższe 30 km o deniwelacji 2000 m. Po opuszczeniu miasta wbiegaliśmy w mrok -  tak Dominik opisuje początek biegu. - Pózniej przez ponad 40 godzin czekała na nas na zmianę mozaika lasów tamaryndowca i trzciny cukrowej. Przez 100 km udało się pokonać większość przewyższenia. Powoli profil trasy się wypłaszczał, jednak nadal było trudno. Ostatnie 66 km to ciagle zbiegi i podbiegi przez dżunglę, luźne wulkaniczne głazy, liny i poręczówki.  Dodatkowo temperatury i wilgotność podnosiły trudność - dodaje ultramaratończyk.

Dominik opowiada nam, że trudno nawet streścić te 44 godziny walki. Trudność terenu, ciągłe skupienie nad każdym krokiem i niesamowita koncentracja. - Bez wątpienia było to moje najtrudniejsze wyzwanie sportowe - mówi.  

- Z mojej strony chciałbym serdecznie podziękować osobom, bez których pomocy na pewno nie osiągalnym celu, a projekt pozostałby w fazie planów. W szczególności chciałbym wymienić: EuroGym, EuroMed, Lasy Państwowe, Merrell Polska, Tagart, Profirehab, Dorsum. Dziękuję! - podsumowuje Dominik.

Jesteśmy dumni z Krośnianina! Brawo!

red., fot. Bogna Mańkowska