Felieton mł. kpt. Urszuli Rędziniak: Pocałunek Judasza

Fot. Andrzej Haligowski Fot. Andrzej Haligowski

Jestem uparta, jestem bezpośrednia i prostolinijna, nie znoszę hipokryzji, mówię co myślę, nie jestem tolerancyjna (chociaż wydawało mi się że jestem), jestem jędzą chociaż nie jestem chuda, a na dodatek zawsze mam coś do powiedzenia. To ja w całej odsłonie, okropna kobieta, która ma w zanadrzu jeszcze kilka wad. Jednak najgorsze we mnie jest to, że nie umiem udawać i gdy dotyka mnie obślizła obłuda to mam dreszcze i robi mi się niedobrze!

Mój mąż mówi, że w takiej sytuacji najlepiej się…

A jak się nie da?

No właśnie, i tutaj zaczynają się schody życia codziennego, które na pewno stanęły przed niejednym z nas, a w perspektywie tych schodów już widać początek ściany. I nie jest istotne, jaką wizualizację ta ściana przybierze… drewno, cegła czy pustak, będą w rezultacie efektu zetknięcia za każdym razem tak samo twarde, a siła odbicia będzie zależeć tylko od szybkości zderzenia!

Niech pierwszy palec do góry podniesie, kto ściany nie dotknął w życia szale, kto nie posmakował bólu i guza nie widział w lustra spojrzeniu. Ściana to z perspektywy doświadczenia codzienna nauka, i wyzwanie dla graczy wytrawnych, którzy nauczeni doświadczeniem na kanty ściany mają baczenie.

Gorzej gdy za rogiem, zamiast przestrogi lub spowolnienia pędu, a może popędu sławy i nauki, spotkamy twarz zjawy, która jeszcze dni kilka do tyłu, jak rak czerwony na wspak szła, zaparła się ludzi, nie znała ciebie, albo znać nie chciała, i nagle do życia się budzi… zza węgła ta gęba niemiła, ręce w geście objęcia rozłożyła, swój dziubek do pocałunku nadstawia, a Ty…?

Nie wiem, jak Ty, ale ja wówczas zamieram, po prostu drętwieję, rozglądam się na boki, chętnie wykonam nawet skoki (w prawo lub w lewo zwrot), albo się potknę o schodów rant, byle uniknąć tego dzioba kant.
Brrrrrrrrrrr!

Na samą myśl mam dreszcze, gdy ten judaszowski pocałunek w słowie nawet piszę, a wyobraźnia ten dziubek mi podsuwa pod nos.
Koniec i basta, nie pomoże nawet szczęścia los, bo znowu mdłości dostałam, gdy o bezwstydnym ślinieniu wspomniałam, dlatego myślę, że następnym razem napiszę o gumowym przemyśle, albo o śniadaniu na trawie, taki temat będzie miał zarys w szlachetnej oprawie.
A dzisiaj, życzę każdemu i sobie, by nie musiał uciekać przed judaszowym pocałunkiem lub wzrokiem!
Już lepsze ze ścianą zderzenie, przynajmniej przybędzie nam doświadczenia :)

mł. kpt. Urszula Rędziniak